Kiedy
następnego ranka Savannah leniwie podniosła powieki, jej oczom ukazał
się pokój, który ogarniał półmrok. Pomyślała, że zapewne obudziła się
wyjątkowo wcześnie i słońce jeszcze nie wzeszło. Jednak gdy przekręciła
się na drugi bok z zamiarem ponownego zaśnięcia, jej spojrzenie padło
przypadkiem na budzik stojący na stoliczku nocnym. Poderwała się czym
prędzej z łóżka i rozejrzała rozkojarzona po pokoju. Wystarczyło jedno
spojrzenie na okno i sprawa jej długiego snu sama się rozwiązała. „Ariana”
– pomyślała tylko i powędrowała wzrokiem ku łóżku koleżanki. Dziewczyna
spała smacznie, nie zwracając uwagi na późną porę. Sav lubiła wstawać
wcześnie, ponieważ uważała długie spanie za marnowanie czasu. W
rodzinnej Montanie zawsze budziły ją promienie słoneczne wpadające przez
okno do jej pokoiku na poddaszu. Z samego rana wybierała się na krótki
jogging, a po powrocie brała szybki prysznic, po czym robiła rodzinie
śniadanie. Następnie budziła wszystkich i razem zasiadali do posiłku.
Ot, taki zwyczaj w rodzinie Fog. Jak możecie się domyślić, musiała
wstawać naprawdę wcześnie. No cóż, godzina 5.30 to raczej wczesna pora.
Mimo to, Savannah zawsze była wesoła i pełna energii. Ale wróćmy do
sytuacji w akademiku Julliarda. Panna Fog, niezadowolona z faktu, że
przez czarne zasłony współlokatorki, które uniemożliwiały dostanie się
do pokoju promieni słonecznych, obudziła się o wiele później niż miała
to w zwyczaju, postanowiła „zemścić” się na niej. Żwawym krokiem
podeszła do okna i jednym szarpnięciem odsłoniła zasłony. Fala światła
zalała pokój. „Od razu lepiej” –
pomyślała zadowolona z siebie dziewczyna i skierowała się w stronę
łóżka Ariany. Chwyciła jej czarną kołdrę i zerwała z niej jednym
ruchem.
-Pobudka! Pożar! – krzyknęła przeraźliwie, na co panna Bieber wyskoczyła z łóżka jak poparzona.
-Co
się stało?! Gdzie się pali?! Czy nikomu nic nie jest?! No co tak
patrzysz? Uciekajmy! – wołała jak opętana, a Sav zwijała się ze śmiechu.
Po chwili Ariana uspokoiła się i zauważyła, że to tylko koleżanka robi z
niej sobie żarty.
-Oszalałaś?! – krzyknęła w jej stronę. – Chcesz, żebym zeszła na zawał?!
-Uspokój
się – powiedziała, ledwo powstrzymując się od śmiechu. – Czy ty wiesz,
która już jest godzina? Dochodzi 10! Przez twoje durne zasłony zaspałam
i nici z porannego joggingu! No ale nic straconego, pobiegam wieczorem…
Mimo to, żądam natychmiastowej wymiany zasłon!
-Dziewczyno, oszalałaś?! Ludzie chcą pospać! Jest jeszcze bardzo wcześnie, normalni ludzie o tej porze śpią!
-No
cóż, może nie jestem normalna, ale zazwyczaj o tej porze już dawno
jestem w szkole, a jeśli mam wolne, to ćwiczę taniec bądź grę na
gitarze. I mam już za sobą jogging, prysznic i śniadanie, tak dla
jasności.
-Z
kim ja mieszkam? – Ariana pokręciła z rezygnacją głową. – Ale okej,
przywyknę, szanuję twoje zwyczaje i ewentualnie zgodzę się na zmianę
zasłonek. Tylko pamiętaj, zero różu!
-Spokojnie, myślałam raczej o zieleni lub pomarańczy. Swoją drogą, powinnaś zacząć biegać ze mną!
-O
nie, do tego mnie nie zmusisz, za żadne skarby świata! –zapierała się
Ariana, wyciągając ubrania z szafy. – Zapomnij! – rzuciła jeszcze i
udała się do łazienki.
-Ej, powinnam iść pierwsza! – zawołała Sav, ale odpowiedział jej tylko szum wody. „To będą wesołe lata” – pomyślała z uśmiechem i poszła do garderoby wybrać ubranie na dzisiejszy dzień zwiedzania okolic.
Po
kilku minutach zdecydowała się na zielone rurki, białą bokserkę,
pomarańczowy sweterek i czarne, klasyczne trampki. Gdy skończyła
wybierać biżuterię, Ariana postanowiła zwolnić łazienkę. Brunetka wzięła
ubrania pod pachę i udała się do pomieszczenia. Zrzuciła z siebie
pidżamę składającą się z szortów i za dużej koszulki, a następnie
znalazła się pod prysznicem. Chłodny strumień wody rozbudził ją do
końca. Po chwili stała już przed lustrem i zabierała się za makijaż.
Użyła odrobinę pudru, rzęsy pomalowała mascarą, a usta pociągnęła
błyszczykiem. Włosy związała w wysoką kitkę i gotowa wyszła z
pomieszczenia. Rozejrzała się po pokoju i stwierdziła, że nie ma w nim
Ariany, tak więc założyła na nos okulary przeciwsłoneczne, chwyciła
torebkę i wyszła na korytarz. Zamknęła drzwi na klucz i zapukała do
królestwa nowo poznanych koleżanek. Tak jak się spodziewała, zastała
zadowoloną Bieberównę rozwaloną na jednej z kanap. Gdy ta zobaczyła Sav,
uśmiechnęła się jeszcze szerzej, o ile jest to możliwe, i wstała,
potykając się o własne nogi.
-To co, zbieramy się? – zapytała ruda, mierząc wzrokiem każdą z dziewczyn.
-My odpadamy – mruknęła jedna z nich.
Uśmiech zniknął z twarz Ariany, która zawiodła się na koleżankach. Paczka jeszcze wczoraj obiecała wspólne wyjście. „No trudno, poradzimy sobie same i będziemy się świetnie bawić”
– pomyślała wymuszając uśmiech, lecz wyszedł jej z tego dziwny grymas.
Savannah, widząc to, chwyciła dziewczynę za rękę i pociągnęła do
wyjścia. Nie chciała, żeby jej współlokatorka była smutna.
-Sav… – mruknęła, gdy zamknęły się za nimi drzwi.
-Tak?
-Bo
ja… no… zabierzmy ze sobą mojego brata. Wiem, że go nie lubisz, ale ja
nie znam miasta… – zawstydziła się, a na jej policzki wstąpił purpurowy
rumieniec, który wywołał uśmiech na twarzy brunetki.
-Nie,
że go nie lubię, po prostu… Jeśli ci na tym zależy, to możemy go wziąć –
mówiąc ostatnie zdanie skrzywiła się nieznacznie, ale na szczęście
wiewióra tego nie zauważyła.
Po
chwili znalazły się po ciemnej stronie mocy czyli w pokoju Justina i
jego kolegi. Pierwsza rzecz, która rzuciła się w oczy od razu po
wejściu, to okropny, odrażający bałagan. Wszędzie walały się brudne
ubrania i pudełka po pizzy, na biurku stał włączony laptop, a obok
leżała piłka do kosza. Z radia upchniętego na szafce wydobywała się
głośna, irytująca muzyka. Pierwotne rozplanowanie mebli nie różniło się
zbytnio od tego, które wykorzystano u naszych bohaterek, jednak nie
obeszło się bez ręki któregoś z chłopaków, który powiesił na ścianie
plakaty gwiazd rocka i półnagich modelek. Ariana, stając na palcach i
starając się niczego nie dotykać, wyłączyła muzykę pilotem, który
wyciągnęła z kieszeni. Widząc zdziwienie na twarzy koleżanki, zaśmiała
się cicho.
-Mam takie samo radio, a wyłączenie tego rzępolenia to jedyny sposób, żeby Justin tu przywędrował –wzruszyła ramionami.
I
miała rację – po chwili z łazienki wyszedł jej brat z wyraźnie
niezadowoloną miną. Omiótł ponurym spojrzeniem przybyłych gości, jednak
gdy jego wzrok zatrzymał się na twarzy Savannah, rozpromienił się
momentalnie.
-Jak
miło was widzieć! – zawołał z uśmiechem na ustach. – Przepraszam za
bałagan, nie spodziewaliśmy się nikogo… -z zakłopotaniem przeczesał
palcami włosy.
-Nieważne – rzuciła Ariana. – Mamy sprawę.
-Dla ciebie wszystko, moja kochana siostro! – zawołał z przesadną słodkością.
-Nie
pajacuj tyle. Chcemy z Sav się przejść i poznać okolice, a że jesteśmy
tu po raz pierwszy, a ty masz już za sobą jeden rok, to pomyślałyśmy, że
może…
-Z przyjemnością was oprowadzę! –zawołał młody Bieber. – Dajcie mi 15 minut, okej? – spytał i zniknął za drzwiami łazienki.
Po 12 minutach (wiewióra pilnowała czasu), wyszedł z łazienki w dżinsach i niebieskiej koszulce z lekko wilgotnymi włosami.
-Jestem
do waszej dyspozycji –wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Podszedł do
dziewczyn i po chwili byli już przy głównej bramie prowadzącej do
Akademii Julliarda.
-Zapraszam urocze panie na spacer po okolicach – ukłonił się przed dziewczynami, co wywołał u nich lekki chichot.
"Zapowiada się miłe popołudnie"- pomyślał Justin, założył okulary przeciwsłoneczne i ruszył chodnikiem w stronę miasta, a koleżanki ruszyły za nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz