14 lutego 2013

Chapter 2

Kiedy następnego ranka Savannah leniwie podniosła powieki, jej oczom ukazał się pokój, który ogarniał półmrok. Pomyślała, że zapewne obudziła się wyjątkowo wcześnie i słońce jeszcze nie wzeszło. Jednak gdy przekręciła się na drugi bok z zamiarem ponownego zaśnięcia, jej spojrzenie padło przypadkiem na budzik stojący na stoliczku nocnym. Poderwała się czym prędzej z łóżka i rozejrzała rozkojarzona po pokoju. Wystarczyło jedno spojrzenie na okno i sprawa jej długiego snu sama się rozwiązała. „Ariana” – pomyślała tylko i powędrowała wzrokiem ku łóżku koleżanki. Dziewczyna spała smacznie, nie zwracając uwagi na późną porę. Sav lubiła wstawać wcześnie, ponieważ uważała długie spanie za marnowanie czasu. W rodzinnej Montanie zawsze budziły ją promienie słoneczne wpadające przez okno do jej pokoiku na poddaszu. Z samego rana wybierała się na krótki jogging, a po powrocie brała szybki prysznic, po czym robiła rodzinie śniadanie. Następnie budziła wszystkich i razem zasiadali do posiłku. Ot, taki zwyczaj w rodzinie Fog. Jak możecie się domyślić, musiała wstawać naprawdę wcześnie. No cóż, godzina 5.30 to raczej wczesna pora. Mimo to, Savannah zawsze była wesoła i pełna energii. Ale wróćmy do sytuacji w akademiku Julliarda. Panna Fog, niezadowolona z faktu, że przez czarne zasłony współlokatorki, które uniemożliwiały dostanie się do pokoju promieni słonecznych, obudziła się o wiele później niż miała to w zwyczaju,  postanowiła „zemścić” się na niej. Żwawym krokiem podeszła do okna i jednym szarpnięciem odsłoniła zasłony. Fala światła zalała pokój. „Od razu lepiej” – pomyślała zadowolona z siebie dziewczyna i skierowała się w stronę łóżka Ariany. Chwyciła jej czarną kołdrę i zerwała z niej jednym ruchem. 
-Pobudka! Pożar! – krzyknęła przeraźliwie, na co panna Bieber wyskoczyła z łóżka jak poparzona. 
-Co się stało?! Gdzie się pali?!  Czy nikomu nic nie jest?! No co tak patrzysz? Uciekajmy! – wołała jak opętana, a Sav zwijała się ze śmiechu. Po chwili Ariana uspokoiła się i zauważyła, że to tylko koleżanka robi z niej sobie żarty. 
-Oszalałaś?! – krzyknęła w jej stronę. – Chcesz, żebym zeszła na zawał?! 
-Uspokój się – powiedziała, ledwo powstrzymując się od śmiechu.  – Czy ty wiesz, która już jest godzina? Dochodzi 10! Przez twoje durne zasłony zaspałam i nici z porannego joggingu! No ale nic straconego, pobiegam wieczorem… Mimo to, żądam natychmiastowej wymiany zasłon! 
-Dziewczyno, oszalałaś?! Ludzie chcą pospać! Jest jeszcze bardzo wcześnie, normalni ludzie o tej porze śpią! 
-No cóż, może nie jestem normalna, ale zazwyczaj o tej porze już dawno jestem w szkole, a jeśli mam wolne, to ćwiczę taniec bądź grę na gitarze. I mam już za sobą jogging, prysznic i śniadanie, tak dla jasności. 
-Z kim ja mieszkam? – Ariana pokręciła z rezygnacją głową. – Ale okej, przywyknę, szanuję twoje zwyczaje i ewentualnie zgodzę się na zmianę zasłonek. Tylko pamiętaj, zero różu! 
-Spokojnie, myślałam raczej o zieleni lub pomarańczy. Swoją drogą, powinnaś zacząć biegać ze mną! 
-O nie, do tego mnie nie zmusisz, za żadne skarby świata! –zapierała się Ariana, wyciągając ubrania z szafy. – Zapomnij! – rzuciła jeszcze i udała się do łazienki.
-Ej, powinnam iść pierwsza! – zawołała Sav, ale odpowiedział jej tylko szum wody. „To będą wesołe lata” – pomyślała z uśmiechem i poszła do garderoby wybrać ubranie na dzisiejszy dzień zwiedzania okolic. 
Po kilku minutach zdecydowała się na zielone rurki, białą bokserkę, pomarańczowy sweterek i czarne, klasyczne trampki. Gdy skończyła wybierać biżuterię, Ariana postanowiła zwolnić łazienkę. Brunetka wzięła ubrania pod pachę i udała się do pomieszczenia. Zrzuciła z siebie pidżamę składającą się z szortów i za dużej koszulki, a następnie znalazła się pod prysznicem.  Chłodny strumień wody rozbudził ją do końca. Po chwili stała już przed lustrem i zabierała się za makijaż. Użyła odrobinę pudru, rzęsy pomalowała mascarą, a usta pociągnęła błyszczykiem. Włosy związała w wysoką kitkę i gotowa wyszła z pomieszczenia. Rozejrzała się po pokoju i stwierdziła, że nie ma w nim Ariany, tak więc założyła na nos okulary przeciwsłoneczne, chwyciła torebkę i wyszła na korytarz. Zamknęła drzwi na klucz i zapukała do królestwa nowo poznanych koleżanek. Tak jak się spodziewała, zastała zadowoloną Bieberównę rozwaloną na jednej z kanap. Gdy ta zobaczyła Sav, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, o ile jest to możliwe, i wstała, potykając się o własne nogi.
-To co, zbieramy się? – zapytała ruda, mierząc wzrokiem każdą z dziewczyn. 
-My odpadamy – mruknęła jedna z nich. 
Uśmiech zniknął z twarz Ariany, która zawiodła się na koleżankach. Paczka jeszcze wczoraj obiecała wspólne wyjście. „No trudno, poradzimy sobie same i będziemy się świetnie bawić” – pomyślała wymuszając uśmiech, lecz wyszedł jej z tego dziwny grymas. Savannah, widząc to, chwyciła dziewczynę za rękę i pociągnęła do wyjścia. Nie chciała, żeby jej współlokatorka była smutna. 
-Sav… – mruknęła, gdy zamknęły się za nimi drzwi. 
-Tak? 
-Bo ja… no… zabierzmy ze sobą mojego brata. Wiem, że go nie lubisz, ale ja nie znam miasta… – zawstydziła się, a na jej policzki wstąpił purpurowy rumieniec, który wywołał uśmiech na twarzy brunetki. 
-Nie, że go nie lubię, po prostu… Jeśli ci na tym zależy, to możemy go wziąć – mówiąc ostatnie zdanie skrzywiła się nieznacznie, ale na szczęście wiewióra tego nie zauważyła. 
Po chwili znalazły się po ciemnej stronie mocy czyli w pokoju Justina i jego kolegi. Pierwsza rzecz, która rzuciła się w oczy od razu po wejściu, to okropny, odrażający bałagan. Wszędzie walały się brudne ubrania i pudełka po pizzy, na biurku stał włączony laptop, a obok leżała piłka do kosza. Z radia upchniętego na szafce wydobywała się głośna, irytująca muzyka. Pierwotne rozplanowanie mebli nie różniło się zbytnio od tego, które wykorzystano u naszych bohaterek, jednak nie obeszło się bez ręki któregoś z chłopaków, który powiesił na ścianie plakaty gwiazd rocka i półnagich modelek. Ariana, stając na palcach i starając się niczego nie dotykać, wyłączyła muzykę pilotem, który wyciągnęła z kieszeni. Widząc zdziwienie na twarzy koleżanki, zaśmiała się cicho. 
-Mam takie samo radio, a wyłączenie tego rzępolenia to jedyny sposób, żeby Justin tu przywędrował –wzruszyła ramionami.
I miała rację – po chwili z łazienki wyszedł jej brat z wyraźnie niezadowoloną miną. Omiótł ponurym spojrzeniem przybyłych gości, jednak gdy jego wzrok zatrzymał się na twarzy Savannah, rozpromienił się momentalnie.
-Jak miło was widzieć! – zawołał z uśmiechem na ustach. – Przepraszam za bałagan, nie spodziewaliśmy się nikogo… -z zakłopotaniem przeczesał palcami włosy.
-Nieważne – rzuciła Ariana. – Mamy sprawę. 
-Dla ciebie wszystko, moja kochana siostro! – zawołał z przesadną słodkością. 
-Nie pajacuj tyle. Chcemy z Sav się przejść i poznać okolice, a że jesteśmy tu po raz pierwszy, a ty masz już za sobą jeden rok, to pomyślałyśmy, że może…
-Z przyjemnością was oprowadzę! –zawołał młody Bieber. – Dajcie mi 15 minut, okej? – spytał i zniknął za drzwiami łazienki.
Po 12 minutach (wiewióra pilnowała czasu), wyszedł z łazienki w dżinsach i niebieskiej koszulce z lekko wilgotnymi włosami.
-Jestem do waszej dyspozycji –wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Podszedł do dziewczyn i po chwili byli już przy głównej bramie prowadzącej do Akademii Julliarda. 
-Zapraszam urocze panie na spacer po okolicach – ukłonił się przed dziewczynami, co wywołał u nich lekki chichot.
"Zapowiada się miłe popołudnie"- pomyślał Justin, założył okulary przeciwsłoneczne i ruszył chodnikiem w stronę miasta, a koleżanki ruszyły za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz