14 lutego 2013

Chapter 3


-Ale gorąco! Justin, daleko jeszcze?! – jęknęła po raz kolejny Ariana.  – Przeszliśmy już chyba z 15 kilometrów… – dramatycznie uniosła ręce ku niebu i wykrzyknęła płaczliwym głosem ‘wody!’.

-Nie błaznuj, tylko pij – zaśmiała się Savannah i podała koleżance butelkę wody,którą wyjęła z torebki. 

-Kocham cię! – rudowłosa rzuciła się brunetce na szyję – Ty zawsze o wszystkim pomyślisz! – dodała i przyssała się do butelki.

-Nie chcę wam przerywać tej jakże romantycznej sceny – chłopak uśmiechnął się  – ale pragnę zauważyć, że przeszliśmy dopiero jakieś 800 metrów. Jeśli się obejrzycie, to widać jeszcze naszą szkołę… 

-Tak Ariano, trochę przesadzasz. Dla mnie to bardzo przyjemny spacer – uśmiechnęła się Sav w kierunku Justina. 

-Jeśli jednak dla was – tu spojrzał znacząco w kierunku siostry – to zbyt duży dystans, to możemy skorzystać z cudownego wynalazku, jakim jest… autobus!-  ostatnie słowo wypowiedział z udawaną czcią w głosie. 

-Naprawdę?!– zdziwiła się Ariana. – I dopiero teraz mi o tym mówisz?! Pojedźmy, proszę!– uśmiechnęła się słodko w kierunku sowich towarzyszy. 

-No cóż, myślałam, że trochę pospacerujemy… Taki ładny dzień… – zaczęła Sav. 

-Savannah,słoneczko moje, pospacerujemy w centrum, no nie daj się dłużej prosić! –błagała Ariana. 

-Okej,okej, dobrze już, pojedźmy – zaśmiała się, widząc radość na twarzy koleżanki.

Bieber wywrócił oczami i wskazał dłonią na odjeżdżający z pobliskiego przystanku autobus, a następnie rzucił się pędem w jego stronę.  Dziewczyny popatrzyły po sobie i ile sił w nogach pognały za nim. Dogonienie Jusa nie sprawiło Sav większych problemów, czego nie można było powiedzieć o wiewiórze.Panna ta już po chwili była zmachana i zziajana, a do przystanku zostało jeszcze jakieś pięćdziesiąt, długich jak kilometry, metrów. Jednak udało się!Wskoczyli! Najpierw Bieberek, a później Savannah. Zmęczeni, ale zadowoleni z siebie opadli na jedyne wolne siedzenia. Zachowywali się jakby przebiegli maraton, a ludzie patrzyli na nich jak na atrakcję turystyczną. Brunetka wyciągnęła z torby przewieszonej przez ramię butelkę wody i wypiła sporego łyka, na co chłopak spojrzał z wilczym apetytem. 

-Dobra,masz, bo żyć mi nie dasz – zaśmiała się i podsunęła mu napój pod nos, jednak gdy chciał go chwycić odsunęła rękę. – Żartowałam – ponownie się zaśmiała,jednak widząc minę Biebera, podała mu butelkę. Następnie odwróciła się za siebie, spojrzała przez okno i zamarła.   

-Justin!- pisnęła przerażona. Widząc jego zdezorientowany wzrok zachciało jej się śmiać, jednak powstrzymała się i jeszcze bardziej piskliwym głosem powiedziała- Nie ma Ariany!   

-Co?!Dobrze się bawisz? Na pewno tu jest! – wstał z miejsca i zaczął łazić po autobusie – Ariana! Ariana idiotko, gdzie jesteś do jasnej cholery! – w pewnym momencie zabrzmiał tak żałośnie, że Sav miała ochotę mu pomóc, ale powstrzymała się, gdyż całą winą za zniknięcie koleżanki obwiniała właśnie jego. – Myśl, Bieber, myśl! Jak mogłeś zgubić własną siostrę! Przecież to niedorzeczne!-mruczał nerwowo pod nosem, jednocześnie próbując dodzwonić się do rudzielca,który jak na złość nie odbierał telefonu. 

-Bieber- powiedziała Sav przesłodzonym głosem tuż obok jego ucha – może byś tak pilnował drogi, bo nie dość, że zgubiłeś bliźniaczkę, to zaraz jeszcze zgubisz nas! – ostatnie słowa wykrzyczała wysiadając z pojazdu, który właśnie zatrzymał się na przystanku.  

Jus chcąc, nie chcąc wysiadł za nią i zmierzył wzrokiem miejsce, w którym się znajdowali. Podrapał się lewą ręką po głowie i zamknął oczy, aby przypomnieć sobie drogę powrotną do akademika, w którym, jak się domyślał, była już Bieberówna. Nie był zachwycony przebywaniem w towarzystwie marudnej Sav.Podszedł do najbliższej ławki i usiadł na niej wyciągając telefon z kieszeni spodni, które spadały mu z tyłka, co irytowało dziewczynę przechadzającą się nerwowo w pobliżu. 

-Oj nie panikuj! – mruknął chłopak – Znajdzie się w końcu…  

-No co ty nie powiesz?! Ale ja chcę, żeby znalazła się tu i teraz! – krzyknęła tupiąc nogą, co wywołało uśmiech na twarzy bruneta.  

-Jesteś słodka, gdy się złościsz – powiedział przez śmiech.  

-Idiota- wyszeptała, jednak na jej usta wkradł się lekki uśmiech. 

Zapewne dręczyłaby Biebera dłużej, ale usłyszała, jak z jej kieszeni wydobywa się dźwięk dzwonka. Wyciągnęła telefon i nie patrząc na wyświetlacz nacisnęła odpowiedni przycisk na dotykowym ekranie. 

-Tak,słucham – powiedziała przesłodzonym głosem.- Ariana?! Gdzie ty jesteś?! W Akademiku? Ok, ok. Spoko. No tak tylko pytam, bo wyobraź sobie, że się martwię!No okej. Dobra, to pa!  

Rozłączyła się i podeszła do Justina. Wyjaśniła mu sytuację i wtedy pojawiło się istotne pytanie: co robić dalej? Żadne z nich nie chciało wracać do domu. Jus otwarcie się do tego przyznał, ale Savannah miała swoje zasady i postanowiła ich nie łamać. Klapnęła na ławeczce obok chłopaka i wsadziła dłonie do kieszeni szortów. Zapatrzyła się przed siebie, żeby nie patrzeć na Bieberka. Bądź co bądź, ale najbrzydszy nie był. Tyle tylko, że jej to przecież wcale nie interesowało, miała inne plany co do nowej szkoły i znajomych. Pewnie jej rozmyślania trwałyby dłużej, gdyby nie jakaś nieznośna dłoń machająca przed jej nosem i niezidentyfikowany głos docierając jakby znikąd. Dopiero po chwili do jej świadomości zaczęły dochodzić konkretne słowa wypowiadane przez jej towarzysza.  

-Savannah,Savannah… Jesteś tam? – mamrotał chłopak.  

-Tak,jestem, przepraszam, zamyśliłam się – odsunęła jego dłoń. – Teraz spokojnie,bez nerwów, powiedz mi o co ci chodzi – poprosiła.  

-Pytałem,czy dasz się zaprosić na lody do Central Parku, podobno mają tam najlepsze wmieście – uśmiechnął się zachęcająco. 

Powiem Wam w sekrecie, że Justin Bieber naprawdę wydawał się lubić Savannah Fog. W ten sposób poznaliście pierwszy defekt idealnych bliźniaków – bardzo łatwo ufają ludziom, nawet jeśli wiedzą, że  przez to będą cierpieć. Starsza pani Bieber od najmłodszych lat uczyła ich dostrzegać rzeczy niedostrzegalne dla przeciętnego człowieka, co nie zawsze wychodziło rodzeństwu na dobre. Jednak tym razem to, że dali Sav szanse może zaowocować w przyszłości. Ale wróćmy do sytuacji w jakiej znajdują się nasi bohaterowie. Pamiętacie jeszcze pytanie jakie chłopak zadał dziewczynie? Savie musiała przeanalizować wszystkie argumenty.Zajęło jej to całą minutę. Wreszcie stwierdziła, że jeśli się zgodzi, to nie złamie za bardzo swoich zasad. A poza tym, wpadła na pewien plan… Uśmiechnęła się szeroko do chłopaka i kiwnęła głową co sprawiło, że dla Bieberka dzień stał się lepszy. Od razu zadzwonił po taksówkę i po 30 minutach znaleźli się w parku. Gdy kupili lody i usiedli w cieniu drzewa, postanowiła przedstawić mu swój pomysł. 

-Masz ochotę się zemścić? – zapytała ze złowieszczym rechotem…
Następne dwie godziny poświęcili na dopracowywaniu swojego szatańskiego planu.Powiem wam, że tak zadowolonych z siebie jeszcze ich nie widziałam! Gdy już wszystko było gotowe udali się do sklepu po potrzebne materiały. 

Tymczasem w akademiku wiewióra zaczęła panikować po piątym już telefonie od rodziców,którzy zastanawiali się co dzieje się z ich synem. Otóż Bieberek nie raczył odbierać połączeń. Zostawienie Jusa i Sav miało być tylko niewinnym żartem, ale wyrzuty sumienia zaczęły nękać naszą bohaterkę. Nerwowo przechadzała się po swojej mrocznej części pokoju i obgryzała pomalowane na czarno paznokcie.Usiadła na łóżku i otworzyła laptop, krzywiąc się przy tym lekko. Już miała logować się na swojego facebooka, kiedy usłyszała dzwonek komórki. Nie patrząc na wyświetlacz odebrała i przyłożyła telefon do ucha. 

-Tak,słucham? – mruknęła cicho, nie odrywając wzroku od ekranu komputera.
Usłyszała jedynie szum wody, jednak gdy chciała się rozłączyć, jej uwagę przykuł cichy pisk. Wytężyła słuch i już po chwili zaczęła rozumieć słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz