17 lutego 2013

Chapter 4



-Ale ją wystraszymy! - zaśmiał się mężczyzna po drugiej stronie słuchawki, nie wiedząc o tym, że zdezelowany telefon jego partnerki samoczynnie wybrał ostatni numer, z którego korzystała.

-Tak, już widzę jej minę! - odezwał się drugi głos, należący do pewnej dziewczyny, którą mieliście okazję już poznać.

Wiewióra wywróciła oczami, gdy skojarzyła fakty. Wiele razy powtarzałam, a jeśli nie powtarzałam, to powinnam zacząć, że osobniczka ta zawsze była bardzo bystra. Kliknęła czerwoną słuchawkę na dotykowym panelu swojego telefonu i zaśmiała się cicho pod nosem. „Więc tak ze mną pogrywają”. Przeczesała ręką włosy w ognistym odcieniu i zerwała się z łóżka. Splatając ręce na piersiach, zaczęła przechadzać się po pokoju, wymyślając swój własny, niecny plan. Nie musiała długo myśleć, gdyż do pokoju (swoją drogą, jak zwykle bez pukania) wszedł Michael. „Ach ci chłopcy!” westchnęła cicho panna Bieber.

-Ariana! – krzyknął, gdy zobaczył dziewczynę - Dzięki Bogu, że tu jesteś!

-Tak, jestem. Coś się stało? - zainteresowała się Bieberówna, związując włosy w kitkę.

-No właśnie w tym rzecz, że chyba się stało - zmieszał się chłopak. - Dzwonił do mnie twój brat i dziwnie się zachowywał. Kazał mi przywieść kilka rzeczy do jednego magazynu za miastem – powiedział zdziwiony. - Wiesz może, o co chodzi?

-Obawiam się, że wiem … – mruknęła - Micke, ale obiecaj, że zabierzesz mnie ze sobą… Muszę wyrównać rachunki z moim ukochanym braciszkiem - zatarła ręce, śmiejąc się nieco psychicznie.

Wydaje mi się, że poznajemy kolejną osobę z psychopatycznymi zapędami, ale mnie, jako narratorowi tej historii, nie wolno być subiektywną, bo ja, jako urodzona feministka, zapewne w każdej sytuacji broniłabym żeńskiej części bohaterów.

-To poczekaj tu, zaraz wrócę! - krzyknął chłopak (czy on zawsze musi krzyczeć?), wybiegając z pokoju.

Wiewiórka skierowała swoje kroki do garderoby. Wiedziała, że wybiera się na trudną misję. Doprowadzanie Justina do choroby nerwowej nie było proste, ale za to jakie przyjemne. Wybrała czarne legginsy, trampki i wygodną koszulkę z podobizną MJ, która kiedyś należała do jej bliźniaka. Przebrała się szybko i zrobiła z włosów roztrzepanego koczka. Założyła jeszcze czarny polar z kieszeniami na zamek, wkładając do niej wcześniej trochę drobnych i telefon. Wróciła do pokoju, w którym już czekał Michael.

-Gotowa? – zapytał, mierząc ją od góry do dołu z dziwnym wyrazem twarzy. Bieberówna nie wiedziała, co sądzić o jego zachowaniu, ale postanowiła nie zawracać sobie tym głowy i skupić się na dokopaniu bratu.

Wyszli na korytarz i dziewczyna zamknęła dokładnie drzwi, po czym umieściła klucz w drugiej z kieszeni bluzy. Zjechali windą (tak, mieli windy), na podziemny parking (tak, parking też był w wyposażeniu tego nowoczesnego akademika). Czerwono-włosa intensywnie zastanawiała się, czemu rodzice nie pozwolili zabrać jej i bratu ich samochodów, skoro niemalże każdy uczeń przyjechał swoimi czterema kółkami. Ale przecież rodzeństwo Bieber nie może być takie jak inni…. Jej obecny partner w podróży nacisnął na pilocie przycisk odblokowujący samochód i ruszył w jego stronę. Podeszli do jednego z najnowszych modeli Ferrari. Chłopak wsiadł na siedzenie od strony kierowcy.
-Co za niewychowany chłopaczek - mruknęła Ariana z dezaprobatą wsiadając do samochodu z drugiej strony. Zamknęła za sobą drzwi i otworzyła okno, w czasie kiedy chłopak wyjeżdżał z podziemi na zwykłą, przeludnioną, nowojorską ulicę. Swoją droga od razu się zatrzymali, gdyż byli na samym końcu ogromnego korku ciągnącego się przez dobre trzy kilometry.

-No pięknie! - powiedziała dziewczyna podniesionym, ale jednocześnie piskliwym głosem. - Ja to muszę mieć takie szczęście! No cholera!

-Spokojnie - zaśmiał się jej kompan - To tylko korek!

-Tylko korek?! Co ty sobie myślisz! My tu stoimy, a mój braciszek bezkarnie siedzi razem z Sav w tym cholernym magazynie i cieszy się, że udało mu się mnie wrobić! – wrzasnęła, podskakując lekko na siedzeniu.

Muszę powiedzieć, że wyglądała wyjątkowo zabawnie, kiedy poczerwieniała lekko na twarzy i zaczęła przypominać wielkie dziecko. Tak, dobrze przeczytaliście, nasza królowa ciemności w wielu aspektach nie wyrosła jeszcze z pieluch. Z resztą tak samo, jak jej bliźniak. Pod tym względem wyjątkowo przypominali siebie nawzajem. Oboje byli bardzo niecierpliwi i porywczy. Rudzielec postukiwała palcami jednej ręki w drzwi samochodu, co musiało wyglądać dość zabawnie, jednak nie przejmowała się tym. Zależało jej tylko na tym, żeby jak najszybciej opuścić pojazd, w którym się znajdowała, co nie będzie możliwe, jeśli sznurek samochodów nie ruszy w odpowiednim kierunku. Muszę Wam powiedzieć, że obiecałam sobie odpuścić wtrącenia od narratora, ale jednak nie umiem. Aż rozsadza mnie od środka, żeby zacząć krytykować wszystkich naokoło. Swoją drogą za bardzo rozpisałam się na temat tej dwójki. Powinnam wrócić do Justina i Savannah, którzy niczego nieświadomi siedzą sobie… Tam gdzie siedzą… Jednak Ariana jest bardzo ciekawą postacią, której opisywanie sprawia mi niesamowitą przyjemność. Musicie się trochę z tym pomęczyć, bo na Waszą niekorzyść to ja tu rządzę!

Zniecierpliwienie siostry głównego bohatera coraz bardziej dawało się we znaki kierowcy. Jego irytacja rosła z każdą sekundą, sprawiając, że znienawidził jeszcze bardziej siebie i swój charakter. Że też dał się dziewczynie tak omotać! Przecież mógł zostawić ją w akademiku, miałaby co robić. „Głupi, głupi!” powtarzał sobie w myślach coraz bardziej wściekły. Nie przypuszczał, że istota ta będzie tak denerwująca. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy i ruszył kilka centymetrów do przodu, co spowodował kolejny potok słów płynący z ust jego towarzyszki. Dla dobra obydwu stron, udawał, że jej nie słyszy. Włączył radio i podkręcił jego głośność, żeby tylko nie słyszeć zrzędzenia dziewczyny. Zaczął nucić pod nosem, lekko kiwając się w rytm muzyki. No tak, zapomniałam powiedzieć, że Michael był na tym samym kierunku co Savannah. Ciekawe, czy coś wyniknie z tej znajomości… No co się tak patrzycie?! Sama nie wiem! Jestem tylko obiektywnym obserwatorem nie mogącym wpłynąć na przebieg akcji, która dzieje się samoczynnie! Jednak uważam, że lepszym połączeniem byłby pan zirytowany i panna irytująca. Pasowaliby do siebie. Tak, znowu rozpisuję się na ich temat, ale nie martwcie się, zmierzam już do końca tego wątku, bo przecież nie mogę ciągnąc go w nieskończoność, zwłaszcza, ze żadne z powyższych bohaterów nie jest główną postacią w tym opowiadaniu.
Od autorki: Więc jak widać powróciłam i teraz już na prawdę postaram się dodawać notki regularnie... nie wiem czy ktoś z was pamięta jeszcze o tym opowiadaniu ale warto próbować :D
Mam nadzieje, że ten kto przeczyta skomentuje chociaż kilkoma wyrazami. :D
Pozdrawiam was cieplutko i do napisania :D
Jeśli ktoś chciałby być informowany na tt to proszę o zostawienie swojej nazwy w komentarzu :D
BLOG PRZENIESIONY Z http://desten.blog.onet.pl/   

5 komentarzy:

  1. fajny, podoba mi sie:)
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, cieszę się, że wróciłaś z tym opowiadaniem! Fajnie jest znowu poczytać coś twojego! I wiesz co ci powiem? Zaskoczyłaś mnie na całej linii, nie spodziewałam się, że ta historia zainteresuje mnie po raz drugi...No, ale cóż stało się! Kurcze, rozdział jest naprawdę ciekawy... Mam nadzieję, że niedługo dodasz następny!
    PS: Zajrzyj do mnie na http://echo-istnienia.blogspot.com/, liczę na twoją opinię...
    A i jakbyś mogła informuj mnie teraz na tym blogu, a nie na on-the-edge-crazy. Jest tam specjalna zakładka na tego typu rzeczy...No to do następnego! Pozdrawiam Carlli:*

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne fajne ;p oj nie mogę się doczekać co oni wszyscy knują .. hmm .. z powodów niezalerżynych ode mnie nie mogę się rozpisywać, także życzę powodzenia i wielu czytelników i czekam na nn :* . pozdrawiam ~brutal girl

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. uhuuhuhuhu. fajnie, że wróciłaś :3 jest ciekawie, tylko za mało justina i sav :( czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń